Temat granic i asertywności pojawia się wszędzie: w mediach społecznościowych, w podcastach, w książkach. I mimo że teoria wydaje się prosta, w praktyce okazuje się zaskakująco skomplikowana. Obserwując siebie i osoby, z którymi pracuję, widzę to tak, że wynika to z kilku przyczyn, które warto nazwać wprost.
Kulturowy węzeł, który nosimy w sobie
Jeszcze trzydzieści lat temu kluczowe było to, co powiedzą inni. Kultura grzeczności, sprostania oczekiwaniom otoczenia, dopasowania do społeczeństwa to były dominujące wzorce. Dziś stawia się na indywidualność, na podążanie własną drogą. Tylko ta zmiana nie nastąpiła jeszcze głęboko w nas.
Wzorce i schematy, jakie obserwowałyśmy w dzieciństwie, jakimi nasiąkałyśmy przez lata, nadal żyją w wielu z nas. A zmiana nawyków i zachowań nie dzieje się przez przesłuchanie jednego podcastu czy przeczytanie dwóch książek. Wymaga wielokrotnego powtarzania i nieraz jest niemożliwa bez pracy z przekonaniami lub przepracowania trudnych sytuacji z przeszłości.
Asertywność - umiejętność, której nikt nas nie uczył
Jest jeszcze drugi aspekt, prostszy, ale równie ważny. Chodzi o trening konkretnych umiejętności. Każda z nas uczyła się pisać przez wiele godzin, przerabiając ćwiczenia, doskonaląc technikę. A nikt nie uczył naszego pokolenia umiejętności komunikacji.
Owszem, gdzieś pojawiała się godzina wychowawcza. Ale czym jest jedna godzina wykładu wobec codziennych wyzwań komunikacyjnych? Wobec konieczności nauczenia się najpierw tego, jak dobrze odczytywać siebie, a dopiero potem ubrania tego w klarowne, zrozumiałe i łagodne słowa do innych.
Czym asertywność nie jest
Na tej samej godzinie wychowawczej usłyszałam kiedyś, że asertywność to umiejętność mówienia „nie”. Otóż nic bardziej mylnego.
Asertywność nie jest tylko odmową. Asertywność to umiejętność mówienia o swoich potrzebach, o tym, gdzie jest granica tego, co jest dla ciebie okej, a gdzie jest ona już przekraczana. I mówienie tego w łagodny sposób, z szacunkiem dla innych, z poszanowaniem tego, że ktoś może tego nie przyjąć.
Drugi mit, z którym się spotykam, to przekonanie, że asertywność jest równoznaczna z pewnością siebie. Też niekoniecznie. Możesz spotkać kogoś pewnego siebie, kto komunikuje się agresywnie. I możesz spotkać kogoś asertywnego, kto jest bardzo niepewny siebie, ale robi kroki ku temu, żeby o siebie zadbać i tworzyć relacje, które mu służą.
Postawa asertywna to sposób, w jaki komunikujemy, wyrażamy i przekazujemy nasze potrzeby, uczucia i granice. Pewność siebie to zupełnie oddzielny stan.
Trzy filary asertywności
Czym więc asertywność jest? To przekazywanie bez lęku, z poszanowaniem innych, tego, co jest w nas i jakie są nasze granice. Trenerka Maria Król-Fijewska mówi o trzech fundamentach asertywności: łagodności, stanowczości i brak lęku.
I właśnie dlatego, mówiąc o asertywności i dbaniu o siebie, mówię również o uległości i agresji. Bo zauważyłam — najpierw u siebie, potem u innych — że istnieje mechanizm, który działa bez naszej świadomości.
Szafa z brudnymi rzeczami
Jeżeli wielokrotnie nie mówisz o swoich potrzebach, czyli wybierasz uległość zawsze są tego koszty emocjonalne. Nie dzieje się to bez żadnych skutków. Można to porównać do odkładania brudnych rzeczy w szafie. Wyrzucasz tam pierwszą sytuację, potem drugą, dziesiątą, dwudziestą. Te rzeczy rosną.
I w końcu, w najmniej odpowiednim momencie i w zupełnie nieadekwatnej sytuacji, ta szafa po prostu pęka. Wysypują się wszystkie brudy naraz. To metafora reakcji, jaka następuje, kiedy jest się za długo uległym — wchodzi się wtedy w agresję i można kogoś zranić. To trochę jak mechanizm ofiary i kata, gdzie ofiara w pewnym momencie sama staje się katem.
Jeżeli zbyt długo pozostajesz w uległości, grozi to wypaleniem, a nawet depresją. Dlatego warto zadać sobie teraz szczere pytanie: czy stajesz za sobą, czy zagryzasz zęby i robisz tak, jak wypada nawet jeśli nie masz na to ochoty?
Kiedy wiesz jak, ale wychodzi inaczej
Załóżmy, że jesteś już w miejscu, w którym rozumiesz te mechanizmy. Wiesz, jak zbudować asertywny komunikat. I robisz to, ale zwyczajnie się przy tym denerwujesz. Trudno ci się skalibrować, a twoje reakcje bywają aż agresywne. Nie dlatego, że tak chcesz. Dlatego, że nie umiesz jeszcze wyrazić się w sposób łagodny.
Może też pojawia się lęk przed oceną i reakcją innych. Albo faktyczna ich reakcja. Bo jak ma reagować otoczenie, jeśli przez lata na wszystko się zgadzałaś, byłaś uprzejma, miła, grzeczna i cicha, a nagle zaczęłaś mówić o swoich potrzebach? Może być zdziwione. Może cię nawet atakować. To całkowicie normalny mechanizm, sama przez to przeszłam i widzę to u osób, z którymi pracuję.
Jeśli jesteś właśnie w tym miejscu, gdzie dopiero zaczynasz praktykować asertywność nic się nie dzieje. Ludzie z czasem się przyzwyczają. Przy okazji zweryfikujesz, kto jest twoim prawdziwym sprzymierzeńcem w życiu, a kto nim nie jest.
Asertywność to jest codzienny wybór, nie cecha charakteru
Asertywność jest codziennym wyborem, a nie czymś, co jest z tobą na stałe. Nawet jeśli posiadasz te umiejętności, wahadło komunikacyjne będzie się czasem wychylało w stronę agresji albo uległości. I to jest normalne.
Przyjdzie moment, kiedy mówienie o potrzebach, o sobie, odmawianie jako część praktyki asertywnej będzie przychodziło ci z łagodnością i miękkością. Wszystko jest możliwe. Kluczowa jest praktyka.
Pamiętaj, że masz prawo do bycia asertywną. Masz prawo do mówienia o sobie i wyznaczania granic, nawet jeśli dla kogoś może to być przykre. Na przykład, masz prawo powiedzieć rodzicom, w jaki sposób chcesz wychowywać swoje dziecko. I jeśli będą to przeżywać, nie jest to twoja odpowiedzialność. Nie możesz rezygnować wyłącznie ze strachu przed cudzą reakcją.
Jednocześnie ważne jest, by mieć pełną świadomość tego, że ktoś może nie przyjąć tego, co mówisz. Że możesz poprosić o coś, czego potrzebujesz, a ta osoba może odmówić. Zgoda na tę odmowę to też jest asertywność.
Od czego zacząć
Według mnie najważniejszą podstawą asertywności jest bycie blisko siebie. Trudno mówić o swoich granicach, uczuciach i potrzebach, jeśli nie ma się z nimi kontaktu. Dlatego pierwszym krokiem jest samoświadomość, te drobne, codzienne wybory, które dokonujesz niekoniecznie przy udziale innych. Podążanie za sobą najpierw w małych rzeczach.
Kiedy zobaczysz efekt takiego podążania za sobą asertywność wobec innych staje się naturalnym kolejnym krokiem. Zawsze łatwiej jest wprowadzać zmianę małymi krokami niż robić wszystko naraz.
Możesz zacząć od prostego ćwiczenia: w każdej sytuacji, zanim zadziałasz schematycznie, zatrzymaj się i nazwij, jak się masz do tej sytuacji. Czy jest ona dla Ciebie okej? Czy chciałabyś inaczej? Nieraz robimy rzeczy z przyzwyczajenia, a są one zupełnie niezgodne z nami i drenują naszą energię. Warto to zauważyć i powiedzieć temu stop.
Bierz to, co służy i rozwija. Co zwiększa twoje zasoby, a nie je pomniejsza.
Więcej o asertywności w mini kursie „Bliżej siebie. Jak wyjść z wahadła między uległością, asertywnością a agresją?”
